Szukasz kursu specjalistycznego z BHP, SEP lub kursu na spawcza? Kurs edukacyjny!

Mój najlepszy rok 1993 – ciąg dalszy

Kilka lat temu nawet zaprenumerowałam czasopismo dla pisarzy, w nadziei że to zmobilizuje mnie do działania, ale doszło do tego, iż każdego miesiąca, kiedy je dostawałam, narastało we mnie poczucie winy i frustracja. Układałam pisma chronologicznie w zgrabny stosik obok łóżka po to, by „w odpowiednim czasie” je przeczytać i udoskonalić swe umiejętności pisarskie oraz zmobilizować się do pracy. Ale ten czas nigdy nie nadszedł.

Aż nadszedł Nowy Rok 1993, który ja i Tom obchodziliśmy z naszymi przyjaciółmi, Jockiem i Susie. W pewnym momencie rozmowa zeszła na „najlepszy rok” i chcąc umożliwić naszym przyjaciołom wykorzystanie tej metody, nagryzmoliłam na kartce dziesięć pytań, objaśniając im, jak się nimi posługiwać: opowiedziałam im też, jak wspaniale się czuliśmy robiąc to ćwiczenie kilka dni wcześniej wraz z naszym synem Jeffem, który przyjechał do nas na święta Bożego Narodzenia. (Początkowo nie bardzo podobało mu się to ćwiczenie, ponieważ sporządzając swoją listę stwierdził, że w 1992 roku miał jedynie cztery osiągnięcia i aż 26 niepowodzeń! Jednak później oznajmił nam, że poczuł się wspaniale, kiedy nagle pozbył się okropnych wspomnień związanych z ostatnim semestrem. „To już rozdział zamknięty. Teraz muszę iść naprzód.”)

I wtedy któreś z naszych przyjaciół powiedziało: „Wiesz, naprawdę powinnaś napisać o tym książkę!” Rozbawiła nas ta uwaga: dobrze się znaliśmy i od czasu do czasu pokpiwaliśmy sobie nawzajem z naszych niespełnionych marzeń. Wszyscy wiedzieli, że moim było napisanie książki. Ale tego dnia ich słowa tak mocno na mnie oddziałały, że zaczęłam odczuwać silne, do tej pory nie spotykane podniecenie na myśl o pisaniu. Byłam przekonana, że oni naprawdę chcą, żebym napisała tę książkę, bo uznali, że „najlepszy rok” to wspaniała idea, która mogłaby pomóc wielu ludziom. Jakże miło było mi to słyszeć. I nagle zaczęłam mocniej wierzyć w siebie i skorygowałam wyznaczone sobie cele na nadchodzący rok (pozycję czwartą na mo- jej liście dziesięciu głównych celów zmieniłam na: „napisać pierwszą w życiu książkę i znaleźć dla niej znakomitego agenta i wydawcę).

A kiedy później rozmawiałam o tym z Jeffem, popatrzył na mnie z głupim uśmieszkiem i powiedział: „Ojej, Mamo, po prostu zrób to!” Jednak po początkowej euforii osaczyło mnie znowu mnóstwo paraliżujących myśli:

– Chyba nie jestem tak dobra, jak sobie to wyobrażam.

– Wszystko, co chciałabym napisać, napisano już wcześniej.

– Nie mogę znieść myśli o ludziach czytających mą książkę – pewnie będą się wyśmiewać ze mnie za moimi plecami, ale nie powiedzą mi o tym.

– Wszystko to jest strasznie banalne, głupie i nic nie znaczące.

– Jak można napisać książkę, kiedy się pracuje po 50-60 godzin w tygodniu?

– Żaden wydawca nie zeche opublikować tego, co napisałam.

Jednak mąż wciąż zachęcał mnie do pisania, przekonany, że to będzie bestseller.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.